Czy możesz osiągnąć wszystko, o czym marzysz? I czy warto?
Wyniki badań w temacie prawa przyciągania zdają się być sprzeczne, więc postanowiłam oprzeć się na własnym doświadczeniu, a jest to doświadczenie znaczące, bo zajmuję się osiąganiem celów od ponad 30 lat.
Po erze zachwytu książką i filmem „Sekret” i wizualizacjami – gdy wszyscy byliśmy przekonani, że jeśli tylko wystarczająco mocno czegoś pragniesz, to na pewno to osiągniesz – przyszedł czas podsumowań.
Okazało się, że wiele osób, pomimo poświęcenia długiego czasu na wizualizacje, tworzenie tablic marzeń, nie osiągnęło tego, co sobie wymarzyli.
A dodatkowo, jeśli to marzenie było pośród postanowień noworocznych, to wiele osób zrezygnowało po kilku dniach, kilku próbach wizualizacji, nawet nie podejmując działania.
Pojawiły się w obrębie rozwoju osobistego takie głosy, że „Sekret” i stawianie celów to ściema.
Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadnieniu.
Co to właściwie jest prawo przyciągania?
I jak się ma do naszych marzeń i do naszych celów?
Podobno jesteśmy energią, a fakt, że mamy stabilne ciała wynika wyłącznie z sił przyciągania pomiędzy atomami w ruchu.
Fizyka kwantowa dowodzi, że naszym najważniejszym atrybutem jest bycie energią, więc przyciągamy inne obiekty.
Te właśnie odkrycia stały się podstawą prawa przyciągania.
Co jednak możesz przyciągnąć będąc sobą?
Przysłowie mówi, że przyciągają się przeciwności. Zgodnie z tym powinno być tak, że im lepszą jesteś osobą, tym gorzej będzie Ci w życiu.
Na szczęście jednak, siła prawa przyciągania działa inaczej niż magnetyzm.
Bardziej jest tak, że „kto z kim przestaje, takim się staje”, czyli otacza Cię taka energia jaką jesteś.
Jeśli w swoich najgłębszych przekonaniach, w swojej tożsamości, wierzysz, że należy Ci się wszystko co najlepsze, to w jakiś magiczny sposób, wszechświat Ci sprzyja.
I to najlepsze staje się twoim udziałem.
Ale jak uwierzyć, że zasługuję na szczęście i sukces?
Dowiedziono, że jedną z najlepszych metod jest wdzięczność.
Okazuje się, że gdy jestem wdzięczna za to, co mam, to niezwykle podnosi się mój poziom energetyczny. Nagle mam dostęp do wyższych częstotliwości i większej obfitości.
Mało tego, im bardziej dostrzegam jakie wspaniałe życie mam, tym chętniej działam, a to powoduje, że osiągam jeszcze więcej swoich celów i życie staje się jeszcze wspanialsze.
A co jeśli mam takie życie, że nie mam za co być wdzięczna?
Przyjrzyjmy się mojemu doświadczeniu.
Pierwszy raz świadomie zaprojektowałam proces osiągania celu po tym, gdy przez nieuważne założenie spółki ze wspólnikiem, zbankrutowałam. Naprawdę.
Wiedziałam wtedy doskonale, co muszę osiągnąć (pieniądze na spłatę długów) oraz co chciałabym jeszcze do tego dodać, żebym nie musiała się ukrywać do końca życia jako niewypłacalny dłużnik, tylko mogła spać spokojnie.
Po pierwsze precyzyjnie określiłam i zapisałam swoje cele.
Jest to podstawa sukcesu, żeby dokładnie wiedzieć, czego się chce i zapisać to na kartce.
Nie wiadomo do końca, dlaczego tak ważne jest zapisanie, jednak jest jakaś magia w zapisywaniu celów.
I w tym badania są zgodne: osoby, które zapisują swoje cele, znacząco statystycznie poprawiają pewność, że te cele osiągną.
Zrobiłam tablicę celu i prawdopodobnie to również pomogło mi jeszcze precyzyjniej uświadomić sobie, czego chcę.
Potem zastosowałam elementy prawa przyciągania, czyli wizualizacje.
Czy jednak to było podstawą mojego sukcesu?
Absolutnie nie.
Podstawy mojego sukcesu były dwie: zmiana mentalności z ofiary na osobę odpowiedzialną oraz podjęcie działania i wykonywanie zaplanowanych czynności z determinacją.
Fakt zmiany mojej tożsamości wytworzył we mnie zupełnie inny poziom energetyczny.
Dzięki tej wysokiej energii, z prezesami korporacji i właścicielami firm, którym sprzedawałam moje produkty, rozmawiałam, jak równy z równym. A to sprawiało, że oni wierzyli, że mogę im dostarczyć dobry produkt. I kupowali ode mnie.
Myślę, że ta część prawa przyciągania działa – gdy podniesiesz swój poziom energetyczny, masz dostęp do innych poziomów energetycznych świata, a przez to łatwiej docierasz do większej obfitości.
Ale jak podnieść swój poziom energetyczny i wyjść z pozycji ofiary?
Tym bardziej że akurat życie przynosi same cytryny.
I tu zatoczyliśmy krąg. Okazuje się, że trzeba być wdzięcznym. I z cytryn robić lemoniadę.
Dlatego każdego dnia wypisywałam trzy rzeczy, za które jestem wdzięczna.
Dzięki tej praktyce dostrzegłam, że chociaż nie mam pieniędzy, to mam sprawne ciało, a wiele milonów osób nie. Mam pod dostatkiem czystej wody do picia, a wiele milionów osób cierpi z pragnienia.
Mam dostęp do telefonu, komunikacji. Mam ciepło w mieszkaniu.
Mam siłę by podejmować działania. I mam kompetencje, które mogę sprzedać.
Jednak, skoro włożyłam dużo pracy w osiągnięcie mojego celu, to czy w ogóle można mówić o prawie przyciągania?
Ja myślę, że tak.
Magia jest i jednocześnie żadnej magii nie ma.
Nic nie zdarzyłoby się bez działania.
Każdego dnia miałam jasny plan i realizowałam go bez wymówek. Jednak ten plan nie tylko dotyczył materii, ale też zmiany mnie samej, moich przekonań i postaw.
Osiągnęłam wtedy moje cele. I to z dużym naddatkiem. Uzyskałam swobodę finansową już na całe życie.
Czy jednak osiągnięcie celów wystarcza i przede wszystkim czy to daje szczęście?
W naszym zachodnim świecie robiono wiele badań nad szczęściem. Od wielu lat najbardziej szczęśliwi są Duńczycy, choć nie są najbogatsi.
Okazuje się bowiem, że sekret długotrwałego szczęścia jest w cieszeniu się z tego, co mamy, a nie w posiadaniu coraz więcej.
Kiedy chwilę się nad tym zastanowić, to jeśli chcę ciągle więcej, to oznacza, że, gdzieś głęboko w sobie, nie jestem zadowolona z tego, co mam. Czyli mam poczucie braku, a co za tym idzie, niższy wskaźnik szczęścia.
Tę prawdę od tysięcy lat głoszą mędrcy Wschodu.
Potwierdza to również teoria ograniczeń stworzona przez E.M.Goldratta.
Czy w takim razie jest w ogóle sens myśleć o celach, marzeniach, skoro największe szczęście daje nam wdzięczność za to, co już mamy?
Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi.
Z jednej strony, to wspaniałe, że posiadamy jako ludzie taką zdolność adaptacji, że potrafimy cieszyć się samym faktem istnienia, niezależnie od okoliczności, jakie nas otaczają.
Że potrafimy znaleźć sens życia nawet w warunkach ekstremalnych (tak na przykład powstała logoterapia Viktora Frankla, który stworzył ją w obozie koncentracyjnym).
Czy w takim razie nasz cel to ograniczanie się? Czy jest coś złego w tym, że pragnę bogactwa i wygód? Że stawiam cele? Że chcę coś osiągnąć?
Absolutnie nie ma nic złego w pragnieniach. O ile są Twoje.
O ile zaspokajasz w ten sposób swoje potrzeby i efekt naprawdę Cię satysfakcjonuje.
Jednak, jeśli dałaś się wciągnąć w kapitalistyczny konsumpcjonizm, nadmiar będzie Cię wysysał z energii i pogłębiał wewnętrzną pustkę.
Chcę zwrócić Twoją uwagę na to, że odkąd zakrólował w naszym zachodnim świecie kapitalizm, przestaliśmy być osobami, a zaczęliśmy być konsumentami.
Całe rzesze, tysiące, miliony specjalistów pracują nad tym, jak przekonać Cię, że potrzebujesz ciągle więcej i więcej.
Że potrzebujesz: nowej sukienki, nowej szminki, nowych butów, nowej pary dżinsów.
Kiedyś podczas zakupów, E.M.Goldratt uświadomił sobie, że dawniej, gdy potrzebował dżinsów, wchodził do sklepu i te konkretne na niego pasowały. A teraz wchodzi i przegląda kilkadziesiąt rodzajów, a żadne nie pasują w 100%. Musi przymierzyć wiele par i wybrać pomiędzy tym co nie pasuje w sposób A, a tym, co nie pasuje w sposób B. I często tej decyzji nie da się podjąć łatwo, bo wybór jest zbyt duży.
Właśnie dzięki temu spostrzeżeniu Goldratt stworzył teorię ograniczeń, która jest obecnie powszechnie wykorzystywana do optymalizacji biznesu. A Goldratt dostał za tę teorię Nobla.
Mówiono o Baracku Obamie, że jako pierwszą decyzję swojej prezydentury ogłosił to, że będzie nosił granatowy garnitur.
I rzeczywiście wszystkie jego garnitury wyglądały identycznie.
Odrzucenie codziennego podejmowania tej jednej decyzji dawało mu niezliczoną wprost pojemność mózgu, uwolnioną do podejmowania rzeczywistych potrzebnych decyzji.
I to dokładnie odzwierciedla poranek, jeśli w twojej szafie masz za dużo ubrań.
Jeśli ciągle jeszcze chodzisz do sklepów czy dzisiaj być może przeglądasz sklepy internetowe, aby kupić kolejną rzecz, to nie tylko nadwyrężasz swój budżet, ale również powodujesz, że mniejsza część pojemności mózgu może zajmować się rzeczywistymi sprawami Twojego życia.
Jakaś część musi podejmować decyzję w co dzisiaj się ubrać.
I ten ciągły stres powoduje, że nie możesz zachwycać się tym, co naprawdę posiadasz i całym światem, który jest wokół Ciebie. Nie masz spokoju ducha i nie możesz odczuwać szczęścia.
Dlatego pierwszym i najważniejszym wyzwaniem w stawianiu sobie celów jest odrzucenie manipulacji kapitalizmu i zastanowienie się czego tak naprawdę JA potrzebuję. Co JA chcę osiągnąć.
Zawsze pierwszy krok to poznanie siebie. Dopiero wtedy warto uruchamiać prawo przyciągania.
To zadanie na całe życie.
Jeśli chcesz, żebym towarzyszyła Ci w tym procesie, zapraszam Cię do mojego newslettera, na szkolenia i konsultacje.
