Podobno każdy z nas jest unikatowy.
Prawdopodobieństwo tego, że nawet z tych samych rodziców, urodzi się ktoś, taki sam jak Ty, jest tak niskie, że uważa się, że nie ma takiej możliwości.
Od tysiącleci mędrcy mówią nam, że to dobrze.
A jednak cała cywilizacja zmusza nas byśmy chcieli być jak ktoś inny.
I każde pokolenie „dostaje” od twórców mody ideał piękna. Zwykle niemożliwy do osiągnięcia.
Dlatego jeśli w realu nasz wygląd zewnętrzny nie ma nic wspólnego z narzuconymi kanonami, to od czego są filtry i photoshop.
W mojej książce (plan b) piszę:
…”Żyjemy w czasach selfie i social mediów. Wszystko, co robimy, pokazujemy całemu światu na zdjęciach na naszym wallu. A zaraz potem, sprawdzamy co „wrzucili” inni – znajomi, celebryci, influencerzy. I oczywiście – porównujemy. Czy jestem tak samo piękna? Czy jestem tak samo bogaty i przystojny? Niestety, najczęściej wypada, że nie.
Dopiero od niedawna mówi się głośno, że zdjęcia celebrytów, modeli i modelek, są poddawane obróbce i korekcie. Dlatego nie ma fizycznej możliwości, żeby Twoje ciało wyglądało tak, jak te na zdjęciach. Po prostu dlatego, że nie ma takich ciał. Człowiek ma anatomicznie inne proporcje. Rzeczy i miejsca nie mają tak intensywnych kolorów.
Tysiące ludzi wpada w depresję, patrząc na to idealne życie innych, na ich idealne wakacje, rodziny, domy i ciała. Automatycznie porównują do tego siebie, bo trudno im zapamiętać, że to nie jest życie, tylko sztuka teatralna. (…)”
W moim pokoleniu mężczyźni chcieli być jak Brad Pitt, a kobiety jak Angelina Jolie.
I każdy facet chciał, aby jego kobieta była jak Angelina Jolie, a każda kobieta, by jej facet był jak Brad Pitt.
Ja również dałam się „wkręcić” kanonom. Całe życie byłam niezadowolona ze swojego wyglądu. W dzieciństwie jeszcze nie czułam wielkiej presji, raczej jako marzenia o sławie chciałam być jak Maryla Rodowicz i Beata Tyszkiewicz, równocześnie.
Do dziś nie wiem jak chciałam w sobie połączyć „Marylę R. z taboru” z „Beatą T. z pałacu”, a jednak uważałam, że ta kombinacja będzie dla mnie najszczęśliwsza i starałam się ją urzeczywistnić.
Dziś mam prawie 60 lat, więc jako obiekt westchnień już się nie liczę. Chociaż … Włosi zawsze mówią: Bella, wyglądasz idealnie.
Jaka szkoda, że nie miałam takiego luzu, gdy byłam młodsza.
Przez całe życie myślałam sobie: „gdybym tylko była…”, „gdybym tylko miała…”, to wszystko ułożyłoby się dobrze.
Jest maj, więc jak co roku zaczyna się okres reklam bikini fitness.
Jeśli tylko przestaniesz jeść już dziś i zaczniesz ćwiczyć 5 razy w tygodniu, to urlop bez wstydu spędzisz w bikini.
A gdyby tak dać sobie więcej luzu?
Przestać gonić rozmiar 34 i zacząć opiekować się sobą. Stać się dla siebie przyjaciółką. Być może zająć się zdrowiem i sprawnością ciała oraz równocześnie zacząć poznawać i „odżywiać” swoją osobowość.
Do mnie ten plan przyszedł sam z siebie.
Pewnego dnia w medytacji doświadczyłam jedności z całym wszechświatem.
Stałam się JESTEM.
Zaczęłam wtedy dopuszczać, że być może mędrcy mają rację i „JA”– ten puzel, którym jestem – pasuje idealnie do jednego miejsca w świecie.
Co jednak znaczy JA? – nie wiedziałam.
Pewnego dnia, jak Julia Roberts w filmie „Uciekająca Panna Młoda”, zaczęłam się zastanawiać jakie jajka JA lubię na śniadanie, kiedy JA czuję się najlepiej, którą drogą JA chcę iść dalej, jakie JA chcę stawiać sobie cele, o czym JA marzę.
Nadal poznaję siebie i wiem, że pewnego dnia poczuję rzeczywiste spełnienie, satysfakcję, głęboki spokój ducha. To będzie znak, że odkryłam to, co jest zgodne ze MNĄ, co jest właśnie dla MNIE naprawdę ważne.
To będzie jak odnalezienie prawdziwego przyjaciela. Ta droga już MNIE cieszy.
A Ty?
Wyglądasz idealnie?